Surfować albo nie surfować -oto jest pytanie. Psychologia Internetu

Internet w Polsce liczy już dobre kilkanaście lat, a na świecie -około 15-20. Pierwsze portale w Polsce powstały w połowie lat 90., by rozwinąć się dynamicznie w ostatniej dekadzie. Coraz więcej osób korzysta z poczty elektronicznej, która powoli staje się standardem w komunikacji, zastępując tradycyjne usługi pocztowe i telekomunikacyjne. Również coraz więcej osób umie profesjonalnie surfować po globalnej sieci.Fukuyama pisze, że w dobie takich serwisów, jak Facebook czy inne portale społecznościowe, każdy człowiek na Ziemi może potencjalnie nawiązać kontakt z każdym innym człowiekiem z innego kraju czy kontynentu. Jeszcze nigdy nie można było tak łatwo nawiązywać kontaktów prywatnych czy biznesowych.

Internet nie ma jakiegoś jednego "centrum dowodzenia". Zbudowany jest na zasadzie sieci, która jest wszędzie i zarazem nigdzie, rozrastając się wciąż w postępie geometrycznym. Pomysł połączenia prywatnych "pecetów" w jedną strukturę opartą o punkty węzłowe (serwery) okazał się trafiony, szczególnie w polityce. Jak twierdzi wspomniany Francis Fukuyama (autor m.in. Końca człowieka), to również dzięki wynalazkowi usług WWW podupadły w ostatnich latach niektóre światowe dyktatury i reżimy, by wspomnieć choćby niedawne rewolucje w Afryce. Ludzie mając dostęp do informacji i masowej komunikacji organizują się w potężne grupy, które stanowią siłę każdego procesu demokratyzacji świata. Internet nie jest bowiem zarządzany "od góry", lecz w dużej mierze polega na inicjatywach oddolnych, które są przecież istotą demokracji parlamentarnej i władzy samorządowej. Można sądzić, że gdyby nie Internet, dyktatury, które zawsze i wszędzie żyją z kontrolowania i mocnej cenzury informacyjnej, jeszcze długo zbierałyby swoje ponure żniwo. To właśnie oddanie do rąk prywatnym użytkownikom tak potężnego narzędzia obiegu informacji przyspieszyło postępującą od 20 lat demokratyzację w skali globalnej. Można mieć wiele zastrzeżeń tak co do Internetu, jak i samej demokratyzacji, jednak jak dotąd nie wymyślono lepszego ustroju i bardziej sprawiedliwego systemu zarządzania potencjałem ludzkim.

Internet sam w sobie budzi kontrowersje, lecz w istocie nie jest on z natury ani dobry, ani zły, podobnie jak wszystkie inne narzędzia i wynalazki. To konkretni ludzie decydują, jak wykorzystać sieć -w dobrym lub złym celu. Można przez Internet uczyć się, nawiązywać zdrowe relacje i rozsądnie kupować, ale można też niestety oszukiwać, wyłudzać, oczerniać, a w skrajnych wypadkach -uwodzić nastoletnią młodzież. Decyzja, jak wykorzystać siłę globalnej wioski, należy za każdym razem do konkretnego człowieka, który decyduje, czy tracić czas na gry on-line, czy też może nauczyć się do egzaminu lub pomagać ludziom. To ostatnie rozwija się prężnie -każda inicjatywa czy instytucja charytatywna posiada swoją stronę internetową, gdzie udostępnia informacje o celach działania, a czasem zaprasza do współpracy.

Niestety, jak każde nowe narzędzie Internet niesie też sporo zagrożeń. Do zagrożeń głównych należy problematyka szeroko pojętego zarządzania danymi osobowymi i polityka prywatności, która skądinąd poszła znacznie do przodu. Ludzie bardzo chętnie pragną przestać być anonimowi, a Internet daje możliwość czy namiastkę "zaistnienia", pokazania swojej twarzy, opublikowania bloga i ogólnie wyjścia z tłumu, który w całym XX wieku niszczył indywidualność i godność osobową, bo był to tłum samotny. Przez możliwość kreowania własnej strony WWW, tworzenia bloga czy pisania artykułów obywatelskich, człowiek XXI wieku pragnie przestać być tylko numerem PESEL i chce się "wylansować". Internet w tym, jak się wydaje, pomaga -można napisać sporo o sobie, mniejsza teraz o to, czy jest to bezpieczne, prawdziwe i sensowne. Odpowiednia polityka ochrony danych osobowych może znacznie zminimalizować ryzyko nieodłącznie związane z aktywnym i częstym przebywaniem w wirtualnym świecie. Niemniej jest paradoksem, że w dobie czatów, komunikatorów, portali randkowych (tych z "górnej półki", a więc nie związanych z prostytucją i handlem ludźmi), serwisów typu Twitter czy Grono.pl i wielu innych narzędzi komunikacji profesjonalnej, nadal aktualne są główne tezy głośnego sprzed kilku laty książkowego bestsellera Janusza Wiśniewskiego Samotność w sieci. Internet, pisze autor, daje często iluzoryczną pewność, że po drugiej stronie ekranu monitora jest ktoś realny, a nie system wyłudzający dane osobowe czy pieniądze. Co gorsza, nawet, jeśli czatuje się z realnymi osobami, jest to komunikacja pozioma -nawiązujemy mnóstwo powierzchownych kontaktów, bo trudno je nazwać relacjami. Prześciganie się w ilości znajomych na Naszej-Klasie, a obecnie na modnym Facebooku, oznacza, że nie traktujemy znajomych poważnie, także dlatego, że gro tych znajomych to ludzie, których nigdy nie spotkaliśmy w tak zwanym realu. Jak twierdzi psychiatra Dominika Dudek, profesjonalnie zajmując się uzależnieniami od sieci, relacje "realne" wymagają większego wysiłku. Jeśli uznać, że człowiek z natury chce sobie upraszczać życie, łatwo zrozumieć, że relacje wirtualne są modne, bo są łatwiejsze i nie wiążą się z żadną odpowiedzialnością. Ponadto w mailu czy na czacie można ukryć mimikę -odpada cała bogata sfera komunikacji niewerbalnej, gestykulacji, barwy i modulacji głosu, co znacznie zuboża komunikację, nawet jeśli używa się komunikacji video.

Kwitnie edukacja, nauka i szkolenia on-line, a równocześnie daje znać o sobie "cień Internetu" -oszustwa (np. słynny niedawno "przekręt nigeryjski"), wyłudzanie informacji i pieniędzy, spam, nachalne reklamy, które trudno zwinąć, a nawet niestety prostytucja, handel żywym towarem i narkomania. Do powyższych zagrożeń dochodzą: wyłudzanie pinów, kodów, numerów kont bankowych, publikowanie zdjęć bez zgody autora lub osób uwiecznionych na nich, pedofilia, uzależnienia od hazardu i gier oraz zagrożenia związane z danymi adresowymi. Nie rozwiązano do końca problemu podpisu elektronicznego, który miał zastępować tradycyjne parafki i jest jedynym narzędziem uwiarygodnienia każdej transakcji.

Nie można nie dostrzegać pozytywnych cech Internetu -przyspieszenie obiegu informacji, która obecnie dezaktualizuje się co półtora roku. Książka drukowana w momencie jej opublikowania, zwłaszcza jeśli dotyczy dziedzin technicznych, gdy pojawia się w księgarni jest już częściowo nieaktualna. Wynika to z dłuższego niż w przypadku mediów cyfrowych procesu edycji i publikowania, a także -dystrybucji. Innym atutem jest możliwość załatwiania płatności, spraw urzędowych, omijanie kolejek, wreszcie -szybkie zakupy i oszczędność czasu oraz sił. Nie trzeba wychodzić z domu, żeby otworzyć firmę, wykonać przelew czy zrobić dobrą prezentację. Rynek internetowy jest wielkim biznesem, z którym jednak wiążą się zagrożenia: niedostarczenie towaru na czas, niska jakość, pomyłki przy zamawianiu, trudna droga reklamacji i zwrotu. Aby mądrze kupować w sieci, należy zdobyć minimum wiedzy o e-handlu, sposobach płatności, terminie doręczenia, zapłaty za dowóz do domu i wiele innych. Minusem jest też mniejsza kontrola nad gotówką, której nie widzi się "fizycznie", lecz widzi jedynie liczbowy stan na rachunku, co może powodować niekontrolowane upłynnianie gotówki. Co prawda serwisy bankowe są coraz bardziej bezpieczne dzięki dodatkowym zabezpieczeniom (https, ssl), jednak zdarzały się sytuacje, kiedy oszuści kopiowali strony bankowe, które wyglądały tak samo, jak oryginały, ale służyły do przejmowania numerów rachunków i haseł. Na szczęście Internet się ciągle doskonali i będzie coraz bardziej bezpieczny.

Jeszcze niedawno produkował mnóstwo spamu i "cyfrowych śmieci", będąc jednocześnie usługą elitarną, początkowo dla mieszkańców dużych miast z wyższym wykształceniem. Dziś Internet trafia pod strzechy, a zarazem staje się coraz bardziej selektywny -można obecnie korzystać nie tylko z ogólnych filtracji treści, ale w dodatku zbudować swój własny kod antyspamowy. Coś, co jest dla kogoś spamem, dla kogoś innego może być cenną informacją. Dlatego usługi antyspamowe stają się coraz bardziej zindywidualizowane. To sam internauta decyduje, co uznać za spam, a co za ważną informację, budując własny profil filtrujący.

Internet jest jak dobra powieść -wciąga, wsysa i nie wypuszcza tak łatwo na wolność. Mnożą się przykłady uzależnień od sieci, głównie od gier, serwisów społecznościowych czy stron pornograficznych. O ile ktoś rozsądny będzie sprawdzał pocztę elektroniczną raz czy dwa razy dziennie, o tyle ludzie uzależnieni od kontaktów wirtualnych robią to o wiele częściej. Problem uzależnień jest poważny -dotyczy głównie ludzi młodych i nastolatków, którzy jeszcze nie potrafią hierarchizować informacji, krytycznie myśleć i dokonywać selekcji danych z sieci. Dużym powodzeniem cieszą się strony muzyczne, oferujące mp3 oraz serwisy telewizyjno-filmowe, z czym łączy się problem naruszania praw autorskich i obniżenie gaży dla twórców. Internet powoduje, że kompozytorzy i reżyserzy otrzymują mniejsze wynagrodzenie. Jednym z pomysłów dla twórczości amatorskiej jest licencja "creative commons", która polega na scedowaniu części praw autorskich na rzecz użytkowników. Ma to dobre i złe strony: pomnaża co prawda ogólny dorobek społeczeństwa, ale obniża dochody twórców, którzy pod pewnymi warunkami zrzekają się części praw autorskich, jednocześnie wykorzystując bezpłatne mechanizmy promocyjne.
Coraz więcej osób w Polsce, szczególnie w średnich i dużych ośrodkach miejskich ma dostęp do sieci, a Ministerstwo Edukacji proponuje wyposażyć każdego ucznia w laptop i podłączyć go do Internetu. Trwają na ten temat debaty, a eksperci przekonują, że trzeba przeciwdziałać "cyfrowemu wykluczeniu", czyli sytuacji, kiedy uczniowie i studenci z mniejszych miast i wsi nie mogą korzystać z olbrzymiej wiedzy, zgromadzonej w sieci. Biblioteki masowo skanują publikacje drukowane, powstają wypożyczalnie wirtualne, gdzie za opłatą lub nawet za darmo można znaleźć potrzebną książkę czy artykuł, lecz to jeszcze nie załatwi wszystkiego. Jest bowiem tak, że nadal Internet to "wiedza o wszystkim i o niczym", dublowane informacje, błędy merytoryczne (np. w redagowanej głównie przez użytkowników Wikipedii), a przede wszystkim zbyt duży odsetek informacji zbędnych czy wręcz szkodliwych. Tutaj oczywiście rola programistów przeglądarek, które są jeszcze za mało selektywne, pokazują strony bez hierarchii i porządku tematycznego, ułożonego w sposób przypadkowy (np. alfabetycznie lub chronologicznie), a nie celowy. Sądzić jednak należy, że korzystający z Internetu będą z czasem wybierać sami cenne serwisy (np. porównywarki cen, strony miejskie czy turystyczne, wortale hobbystyczne), a ignorować zbędny szum informacyjny. Zbyt dużo informacji oznacza złą informację, podobnie jak niedobór wiadomości, z tym, że dziś zagraża nam raczej "bomba megabitowa" (tytuł jednego z esejów Stanisława Lema), a nie brak informacji. Należy stale dokonywać wyboru, który w sytuacji chaosu może stać się bardzo utrudniony. Internet w swym obecnym rozwoju przypomina nieco oświeceniowe encyklopedie, których autorzy mieli ambicję zgromadzenia w jednym miejscu całej wiedzy ludzkiej. Takie próby są również podejmowane dzisiaj, jak choćby w popularnym serwisie schvoong.com, którego twórcy postawili sobie za cel zgromadzenie informacji o wszystkich książkach, jakie wydano na świecie od czasów wynalazku ruchomej czcionki przez Gutenberga.

Podsumowując ten krótki przegląd zalet i wad Internetu trzeba stwierdzić uczciwie, że plusy przeważają. Coraz więcej osób może pracować z domu, oszczędzając czas na dojazdy do biur, co ma walor ekonomiczny. Praca w domu byłaby szczególnie cenna dla kobiet, które pragną pogodzić wychowywanie dzieci i prowadzenie domu z karierą zawodową. Firmy będą oszczędzać na wyposażeniu biur, a pracownicy nie będą musieli stać w korkach i denerwować się spóźnieniami. Jest jeszcze za wcześnie, żeby w pełni ocenić możliwości Internetu. Zwykle nowy wynalazek wzbudza wiele zastrzeżeń, jak to było z maszynami, które robotnicy XIX wieku niszczyli, obawiając się masowych zwolnień. Niemniej na Internet należy patrzeć realistycznie, bez wpadania w skrajności totalnej krytyki lub nadmiernego zachwytu. Jak każde narzędzie, może być użyte w dobrym lub złym celu. O tym za każdym razem decyduje osobiście każdy z nas.

Rafał Sulikovski

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.