Chcesz inwestować? Inwestuj w języki

Wielu z nas myśląc o powrocie do kraju pociesza się, że choć nie dysponujemy doświadczeniem zdobytym na polskim rynku pracy, to naszym atutem może być perfekcyjnie opanowany język. Pytanie tylko... jaki? Angielski i niemiecki to już dziś w Polsce normalka, a w cenie jest znajomość zupełnie innych języków. Choćby chińskiego, koreańskiego, arabskiego czy fińskiego.
 
– Nauka mniej popularnych języków, do których zaliczamy również: litewski, czeski, duński czy niezwykle trudny węgierski, może być sposobem na przyciągnięcie uwagi pracodawcy i szansą na ciekawą pracę w środowisku międzynarodowym – informuje Elżbieta Flasińska, rzecznik platformy Pracuj.pl. Pracownik mówiący po arabsku wyceniany jest w Polsce na ok. 6750 złotych, węgiersku na 5000 złotych. Według badań przeprowadzonych przez firmę Sedlak& Sedlak nietypowe języki obce są o wiele cenniejsze dla pracodawców. Im bardziej egzotycznym językiem się posługujesz, tym na większe zarobki możesz liczyć.
 
Z czeskiego na chiński
Według Pracuj.pl, największe zapotrzebowanie jest na pracowników władających językiem czeskim. Polski rynek firm otwiera się na naszych południowych sąsiadów. Obecnie na portalu Pracuj.pl zamieszczonych jest 197 ogłoszeń, w których pracodawcy poszukują specjalistów z językiem czeskim. Na drugim miejscu jest holenderski – 173 ogłoszenia, a pierwszą trójkę zamyka węgierski – 148 ofert pracy. Urzędowy chiński poszukiwany jest zaledwie w 25 ofertach pracy, ale za to na kandydatów czekają tu naprawdę niezłe pieniądze. 
 
Wiele firm z Azji uruchamia w Polsce swoje siedziby, co sprawia, że coraz więcej maturzystów wybiera takie kierunki studiów jak sinologia czy japonistyka. Chiński, koreański, japoński, hindi czy arabski ma także w swojej ofercie coraz więcej szkół językowych. – Uczestnicy tych kursów przychodzą raczej z pasji. Są to przeważnie ludzie około 20. roku życia, interesujący się kulturą koreańską i japońską. Chętnych na te języki jest mniej, ale grupy rzadziej się rozpadają, a kursanci pilniej uczą – mówi dyrektor jednej z renomowanych warszawskich szkół językowych.
 
Szwed – sąsiad zza morza
Zaraz za niderlandzkim w rankingu Sedlak&Sedlak znalazł się język szwedzki, którego Polacy uczą się coraz chętniej. Potencjalny kandydat do pracy, który włada tym językiem może żądać nawet do 7 tysięcy złotych. Popularny robi się również niderlandzki.
 
– Nie uważam, żeby był to język nietypowy, choć prawie zawsze widzę zdziwienie na twarzach innych, kiedy słyszą, że znam taki język – mówi Adam Radziejewski, który skończył niderlandystykę na Uniwersytecie Wrocławskim. – Pracy zacząłem szukać tak naprawdę dopiero po studiach i byłem zasypywany ofertami, ale w większości z firm typu call center.
Jak wspomina Adam, gwarancja, że po takich studiach znajdzie się pracę jest niemal stuprocentowa, ale ciekawych i ambitnych ofert jest już niewiele. Czy to możliwe, że osoba znająca język niderlandzki może zarabiać nawet 6 tysięcy złotych?
 
– To trudne, ale możliwe – twierdzi Adam. – Po dwóch, trzech latach rzeczywiście można liczyć na zarobki na poziomie 5 tysięcy złotych. Niderlandzki nie jest już takim urozmaiceniem dla pracodawców, co być może wynika z tego, że coraz więcej jest korporacji polsko holenderskich, choć na razie działają tylko w większych miastach.
 
Choć Adam przez pół roku pracował w korporacji holenderskiej, gdzie jego praca w niemal 90 proc. polegała na obsłudze klienta i kontaktach z holenderskimi oddziałami, teraz jako główny język wybiera niemiecki.
 
– Zdaję sobie sprawę, że to żadna dodatkowa umiejętność, bo ten język jest na porządku dziennym, ale konkurencja w holenderskim jest równie duża – przyznaje Adam, który na razie planuje wyjechać do pracy do Francji. – Teraz chyba o wiele bardziej ceniona jest za granicą znajomość polskiego niż holenderskiego w Polsce – podsumowuje.
 
Podróże jako bonus
Znajomość egzotycznego języka daje nam więc nie tylko możliwości zdobycia niezłej pracy po powrocie do kraju, gdzie coraz częściej stawia się na usługi międzynarodowe, ale również na lepsze perspektywy kariery na Wyspach lub nawet w innych, ciekawych krajach. Biegłe posługiwanie się konkretnym językiem otwiera nie tylko drzwi do kariery, a tym samym do lepszej pensji, ale również ułatwia podróże.
 
– Kiedy już zaczyna się naukę chińskiego, nie sposób nie poznać kultury tego kraju – twierdzą studenci sinologii. – Kuchnia, obyczaje, nawet odmiany języka, wszystko to jest fascynujące. Kto raz połknie bakcyla, ten swoją fascynację Chinami może kultywować przez długie lata. To w końcu ogromny kraj, w którym właśnie teraz zachodzą niezwykle dynamiczne przemiany. Chiny są tak skrajnie inne od kultury, którą znamy na co dzień, że jest to jeszcze bardziej pociągające. Nie wyobrażam sobie też, żeby ktoś uczył się chińskiego, nie interesując się Chinami.
 
Największą jednak zaletą znajomości chińskiego, holenderskiego czy szwedzkiego jest to, że nie trzeba się martwić o pracę, a jedynymi kosztami, jakie się ponosi, to te związane z inwestowaniem w siebie i w swoją naukę. Warto pamiętać jednak, że sama znajomość języka nie wystarcza. Dziś rynek pracy poszukuje specjalistów w konkretnych dziedzinach, którzy dodatkowo posługują się nietypowym językiem i dzięki temu przyniosą firmie dodatkowe korzyści.
 
Znawcy rynku pracy są zgodni co do tego, że inwestowanie we własną edukację zawsze się opłaca, a języki to jedna z tych inwestycji, które wcześniej, czy później zwrócą się z nawiązką. Może więc warto ruszyć głową i zadać sobie pytanie: jak wykorzystać to, że mieszkamy i pracujemy w multikulturowej europejskiej stolicy. Kto wie, może się okazać, że perspektywy zdobywania nowych językowych kwalifikacji są tuż  i wystarczy tylko po nie sięgnąć, żeby zapewnić sobie zawodowy rozwój, finansową stabilizację, a przy okazji masę przygód i świetnej zabawy.
 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.