Dobra książka? Nie, dziękuję, czyli zmierzch literatury – kto jest za to odpowiedzialny?

Terminy te można rozpatrywać negatywnie jako zapowiedź końca. Może to być upadek pewnych wartości, przejaw społecznego rozpasania lub schyłek epoki, który nastraja pesymistycznie na przyszłość. W tym wypadku w słowie „zmierzch” mogą kryć się obawy i strach przed końcem czegoś, co znajome i początkiem tego, co nieznane. Ale schyłek jednego zjawiska nie musi oznaczać braku perspektyw na przyszłość – może zapowiadać nadejście czegoś nowego. Czegoś, co nie jest nam znajome lecz niekoniecznie musi być złe. Nieznajome znaczy inne, a inne nie znaczy gorsze.
Spośród wysłuchanych przeze mnie referatów, które zostały wygłoszone na tej konferencji, wybrałam jeden, dotyczący współczesnej prozy i kierunku jej zmierzania. Jego tytuł to „Zmierzch użyteczny i skuteczny. Krótka charakterystyka najnowszej prozy”. Przedstawiła go mgr Anna Folta-Rusin z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Czym, w dzisiejszych czasach jest polska proza? Czy jest to sztuka kontemplowana przez odbiorców czy raczej wielki bazar, na którym przekrzykują się „pisarze”, niemający nic do powiedzenia, a chcący zwrócić tylko na siebie uwagę?
Odpowiedzi na te pytania dostarczyła mi prelekcja mgr Folty-Rusin. Zwraca ona uwagę na to, że współcześni pisarze są traktowani przez społeczeństwo jak celebryci. Większą uwagę poświęca się temu, kto co jada na śniadanie, na co choruje, czy jak się ubiera niż na samą twórczość. Z jednej strony, ważne jest, aby twórca był jak najbliżej odbiorców, żeby można było zapytać go wprost o dręczące nas kwestie, związane z jego dziełami, ale kto teraz pyta o takie rzeczy? Ludzie chcą rozrywki, więc artyści, chcąc się wybić, muszą jak małpki w cyrku skakać jak najwyżej i robić zaskakujące sztuczki, aby to na nich zwrócono jak najwięcej par oczu. I tutaj niejednokrotnie zaczyna się tworzyć błędne koło. Dlaczego? Dlatego, że powszechnie znany twórca musi być nieustannie obecny w mediach – musi udzielać wywiadów, uczestniczyć w programach dyskusyjnych, sesjach zdjęciowych i robić wiele innych rzeczy, które pozwolą mu na utrzymanie się na rynku. Nie ma przez to czasu na pisanie dobrych książek, ale musi wydawać minimum jedną rocznie, więc pisze byle co, żeby wywiązać się z kontraktu. Taka proza jednak nie trafia do ludzi. Owszem, sprzeda się ona w tysiącach egzemplarzy, ale tylko dlatego, że została napisana przez kogoś, kto jest znany w mediach.
Nazwisko jest marką, kartą przetargową, napędzającą ten biznes. Bo właśnie o biznes się tu rozchodzi, który już dawno przestał mieć coś wspólnego ze sztuką. Proza obrała kierunek, na końcu którego celem jest motto: „na ilość, nie na jakość”. Zmierzch w tym przypadku jest dla mnie zjawiskiem, zwiastującym erę literatury bez przekazu, która już się zaczęła, a jest przez krytyków określana mianem literaturki czy bezprzełomowym przełomem, dlatego że mnoży i myśli, i ślady, a nie zostawia nic wartego uwagi na końcu drogi.
Warto zadać sobie pytanie, z ilu książek, przeczytanych przez nas współczesnych, znanych autorów, wynieśliśmy coś więcej? Ile tytułów „chłonęliśmy” w siebie z przekonaniem, że ta właśnie książka zmieniła nasz pogląd na jakąś sprawę lub spowodowała, że głębiej się nad czymś zastanowiliśmy? Obawiam się, że wynik będzie przechylał się na niekorzyść twórców, którzy bardzo często kreują „słabych silnych” bohaterów, jak nazwała ich mgr Folta-Rusin. Są to postacie przeciętne, ale wyciągnięte z tej przeciętności przez literaturę. Uważam, że takie osoby, osadzone w realiach codziennego życia, nie są w stanie skłonić nas do głębokich przemyśleń nad otaczającą nas rzeczywistością.
Mamy więc do czynienia z końcem epoki wielkich przełomowych dzieł na rzecz lekkich i przyjemnych książeczek nieopowiadających o niczym szczególnym. Najgorsze jest to, że sami chcemy takiej bezwartościowej lektury. Gdybyśmy nie pragnęli ciągłych sensacji i nie wchodzilibyśmy z kamerami w życie twórców, w wielu przypadkach, odpowiedzialnych za kształtowanie naszych przekonań, gdybyśmy dali im spokój i przekonanie, że jak tylko zgasną flesze, nie zapomnimy o nich, wtedy, kto wie, może doczekalibyśmy się następców wybitnych pisarzy, o których tym mniej się pamięta, im bardziej zanurza we współczesną  „rozrywkową bylejakość”.
 
Roksana Adamek

Komentarze

Wysłane przez Joanna Dobrowolska (niezweryfikowany) w
Niestety, rzecz to przykra, lecz prawdziwa. Sama łapię się na tym, że sięgam najczęściej do starszych książek, jeśli chcę z nich wynieść coś wartościowego. Oczywiście, są teraz na rynku wydawniczym naprawdę wartościowe pozycje, ale jest ich niewiele. Nie generalizowałabym całej sytuacji, chociaż celebryctwo wśród pisarzy (i nie tylko) niestety kwitnie coraz bardziej. Jednak nie byłabym przekonana o całkowitym zmierzchu literatury. Wiele osób czyta książki elektroniczne, poza tym szkoły wciąż narzucają na uczniów konieczność czytania lektur. Ci wprawdzie częściej wybierają opracowania, ale to również tekst. Prasie też wróżono rychły koniec wraz z nadejściem telewizji, a potem ery Internetu. A jakoś wciąż lubimy czytać gazety i czasopisma. :)

Wysłane przez kasia (niezweryfikowany) w
Ja zdecydownanie wybieram kino https://www.youtube.com/watch?v=VRv-byI0r1U

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.