Pierwsze spotkanie z Tunezją

Trochę oszczędzania, sporo wyrzeczeń, czatowanie na last minute i udało się! W końcu mogłam z moim narzeczonym być na innym kontynencie. Mogliśmy zwiedzić afrykańską Tunezję. Gorączka pakowania, spis rzeczy niezbędnych w tak ciepłym kraju, żmudne planowanie stroju na wylot, gdzie u nas temperatura ok.10°C a ta minimum 30°C. Co to była za radość i ciekawość nowego!

W dniu wylotu nerwówka czy na pewno wszystko mamy, pożegnanie z rodziną i dojazd na lotnisko. Wszystko działo się tak szybko, a jednocześnie emocje brały górę nad bezpiecznym lotem i nad myślami jak tam będzie, czy same pustynie i dzika ludność, jakie będzie jedzenie i klimat? Kilka godzin i poznamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania.
Sam lot upłynął jednak miło i przyjemnie, pełen ekscytacji nad widokami z okna samolotu.

Po wylądowaniu oczekiwaliśmy uderzającego gorąca jako pierwszego wrażenia zetknięcia z Tunezją. A tu nic, ciemno, nawet chłodno. Rozczarowanie? Emocje jednak zostały stłumione przez długą i czasochłonną kolejkę do przybicia pieczątki pobytowej dla kilkunastu samolotów jednocześnie. Nie tak wyobrażałam sobie Monastir! Kolejną dawkę emocji zafundował nam kierowca autobusu wiozącego nas z lotniska do hotelu.

Jego styl jazdy, nocą bez świateł, środkiem drogi, wulgarne zachowania wobec kierowców, którzy odważyli się użyć klaksonu na jego brawurową jazdę -to był szok! Przerażeni, skołowani dotarliśmy do hotelu Ruspina. Zakwaterowanie było szybkie i bez zbędnych formalności.

Boy hotelowy zaprowadził nas do domku zwanego bungalow, za wniesienie naszych ciężkich bagaży otrzymał dolara, a my mogliśmy w końcu ochłonąć, wyrzucić z siebie wszystkie emocje ostatnich kilku godzin.

Rankiem zyskaliśmy godzinę na pierwsze oględziny terenu, gdyż przestawiliśmy czas tylko w zegarkach, zapominając o komórkach, których używamy jako budzików. W związku z czym, już o godz. 7 rano poczuliśmy afrykańskie ciepło, było gorąco, ale odczuwalność na całkiem niezłym poziomie. Wśród roztaczających się dookoła hoteli znaleźliśmy odrobinę zieleni, a w niej wolno poruszającego się wielbłąda, ostrożnie podeszliśmy bliżej a on nic.

Stał spokojnie i przeżuwał uschniętą zieleninę. To było coś! Spotkać wielbłąda, który praktycznie rzecz biorąc przywitał nas w swoim kraju. Wracając z małej wyprawy już mieliśmy nieco inny pogląd na Afrykę. Zmierzaliśmy na śniadanie oczekując niewiadomo czego, pewnie jakichś dziwnych, nowych, afrykańskich potraw. To dopiero było rozczarowanie... Tunezyjscy kucharze zaskoczyli nas kuchnią europejską! Ich dania (nie licząc jednego -charakterystycznego dla ich kultury) były wzorowane na potrawach z Europy.

Na śniadanie bagietki, na obiad ryż, makaron, kolacja biały ser i tym podobne.
W smaku jednak nie ma porównania z naszą kuchnią, nawet kurczak smakował jakoś tak afrykańsko, zapewne za sprawą ich przypraw i minimalnej ilości soli. Nie chcąc więc ryzykować żadnym zatruciem jadaliśmy głownie makaron z sosem pomidorowym, choć próbowaliśmy także innych potraw. Fantastyczne było jednakże to, że do każdego posiłku było mnóstwo owoców -pokochałam wręcz melona miodowego, którego jednak pod koniec pobytu miałam już serdecznie dość. Z kolei ich ciasta, tak bardzo różniące się od naszego brzdąca czy magdalenki, na bazie daktyli innych bakalii, słodzone miodem były pyszne!

Rozrywek było pełno: gimnastyka w basenie, gry zespołowe, muzyka (także głownie europejska), tańce, przedstawienia organizowane przez animatorów biur podróży-zabawa pełną parą i to już od rana. Błogie lenistwo na leżaku i kąpiele w basenie, gdzie temperatura wody była porównywalna z temperaturą powietrza... To było coś! Morze jednak przypominało nasz Bałtyk... Były co prawda obszary wody, tak krystalicznie czystej, że sam widok cieszył oko. Niestety jednak, takie miejsca były znacznie oddalone od hotelowego osiedla... Obsługa, gdzie głównie przeważali mężczyźni, była bardzo miła. Byli to głównie młodzi chłopacy, którzy zapewne chcieli zarobić trochę dinarów. Miłym zaskoczeniem było to, że bardzo chętnie uczyli się polskich zwrotów, niestety także tych wulgarnych.

Miasto, centrum -tzw. medina była oddalona od hotelu ok. 10km. Raz wybraliśmy się w taką trasę na piechotę. Widoki były różne -głównie jednak przypominały stepy, z resztkami roślinności wysuszonej afrykańskim słońcem. Tunezja słynie z tego, że z każdym rodowitym mieszkańcem trudniącym się handlem trzeba się handlować (targować) o dany produkt. To tylko część prawdy... Udając się do tunezyjskiego centrum handlowego Yasmine przeżyliśmy mocny szok kulturowy. Przechadzając się pomiędzy bazarkami nie zdążyliśmy nawet niczego obejrzeć, gdyż tutejsza ludność niczym sępy rzucała się na Europejczyków. Oni wręcz czekali aż przejdzie się obok danego stanowiska, aby turystów zatrzymać, zaciągnąć do ich towarów (który de facto wszędzie był taki sam) i zmusić do zakupu.

To było bardzo traumatyczne przeżycie, po kilku takich "łapankach" mieliśmy na tyle dość, że udaliśmy się do sklepu, gdzie ceny są ostateczne i nikt nikogo do niczego nie nakłania. Jaka to była ulga móc tam zrobić w spokoju zakupy!

Po tak trudnej wyprawie z chęcią postanowiliśmy skosztować tutejszych trunków. Można je było otrzymać (formuła all inclusive) lub zakupić jedynie w hotelu. W całym mieście nie znaleźliśmy ani jednego sklepu z alkoholem czy nawet marketu -takiego, jakich w Polsce pełno. Tunezyjski specjał to wódka figowa i likier daktylowy oraz piwo Celta. Zarówno wódka, jak i likier są bardzo słodkie, zawartość alkoholu jest niewielka, a barmani podają je dodatkowo z napojami gazowanymi. Te alkohole są po to, aby ich posmakować -to zasadnicza różnica z porównaniu z polskimi napojami wyskokowymi.

Tydzień minął bardzo szybko, opalenizna jakby zaczęła zanikać na myśl o powrót do zimnej, jesiennej Polski. Ta wyprawa wywołuje mieszane uczucia, Tunezja - kraj afrykański dla turystów wzoruje się na Europie. Jest jeszcze daleko w tyle do standardów europejskich, jednakże wyobrażenie tego miejsca bardzo mija się z rzeczywistością. Gdyby można było cofnąć czas - także wybralibyśmy Tunezję, ale już z zupełnie innym nastawieniem...

Kasia Łuczak

 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.