Uwaga! Kantują na uczelniach

Szkoły wyższe mają pełnić misję edukacyjną i naukową. Zwłaszcza te państwowe. Jednak w warunkach ogólnej mizerii finansowej wolą walczyć każdy grosz. Jak to robią? Na przykład kantując studentów. Robią to najczęściej na trzy sposoby. Jakie? Przeczytaj, a może dzięki temu nie dasz się naciągnąć.

 

OSZUSTWA FINANSOWE

Najszybsza metoda, aby poprawić płynność finansową uczelni. I jednocześnie najwygodniejsza. Dotyczy zwykle (nie)przyznawania stypendiów bądź zabierania ich bez powodu, różnicowania stawek stypendialnych lub niewłaściwego gospodarowania funduszem pomocy materialnej. Sposobów jest wiele. I równie wielu jest oszukanych studentów, o czym można się dowiedzieć, przeglądając fora internetowe. Sprawą zajęła się w końcu Najwyższa Izba Kontroli. Z opublikowanego w zeszłym roku raportu wynika, że aż 26 z 38 skontrolowanych uczelni stosowało niedozwolone kryteria przyznawania stypendiów socjalnych, na wyżywienie i mieszkaniowych. Jak to robiły?

Najpoważniejszy zarzut to wprowadzenie do regulaminów przyznawania pomocy materialnej przepisów sprzecznych z ustawą Prawo o szkolnictwie wyższym. I tak Akademia Wychowania Fizycznego w Warszawie zastrzegła, że student traci prawo do pomocy, gdy dostanie upomnienie, Politechnika Łódzka -gdy nie złoży indeksu w terminie. Natomiast Akademia Ekonomiczna w Poznaniu pozbawia stypendium osoby zalegające z opłatą czesnego. To nie wszystko. NIK zarzuciła także co szóstej uczelni powoływanie komisji stypendialnych w nieprawidłowy sposób (nie przestrzegano zasady, zgodnie z która studenci powinni stanowić większość składu komisji). Co więcej, w 18 szkołach te komisje źle funkcjonowały. Odmawiając stypendium, nie wydawany np. pisemnych uzasadnień. A brak tego dokumentu powoduje, że trudno jest odwołać się od takiej decyzji.

Kontrolerzy NIK wytknęli też wszystkim skontrolowanym uczelniom różnicowanie stawek stypendiów. I to przy tych samych dochodach na członka rodziny studenta. W Akademii Rolniczej w Krakowie na Wydziale Rolniczo-Ekonomicznym można było otrzymać od 90 do 160 zł, a na Wydziale Technologii Żywności od 170 do 290 zł. W Wyższej Szkole Społeczno-Przyrodniczej w Lublinie od 120 do 290 zł na fizjoterapii, a od 320 do 420 zł na filologii angielskiej. Były też ciekawsze przypadki. Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie
uzależniła przyznanie stypendium na wyżywienie od wykupienia bonu na stołówkę. Jednak według ustawy ta forma pomocy przysługuje osobom znajdującym się w trudnej sytuacji materialnej.

JAK POZNAĆ, ŻE KANTUJĄ

Większość studentów nie zna, niestety, praw, jakie przysługują im na uczelniach. I nie dotyczy to tylko słuchaczy pierwszego roku, ale także starszych roczników. Co zrobić, jeśli władze akademickie bez wyraźnych powodów odrzucą wniosek o pomoc materialną lub zabiorą stypendium? Oczywiście, można się zwrócić o pomoc do odpowiedniej instytucji, warto jednak wcześniej wiedzieć, jakie prawa przysługują studentowi. Dzięki temu można uniknąć niektórych kłopotów lub wyjaśnić sytuację znacznie szybciej.

Czego zatem uczelnia nie może zrobić? Nie może, na przykład, uzależnić przyznania stypendium na wyżywienie od wykupienia obiadów w uczelnianej stołówce, a mieszkaniowego -od zamieszkania w akademiku, co zwykła praktykować Akademia Górniczo-Hutnicza. Nie ma też prawa pozbawić stypendium socjalnego za powtarzanie roku, niezłożenie w terminie indeksu, opóźnienie w zapłacie czesnego. Nie może również uzależnić przyznania stypendium naukowego od złożenia wniosku ani odmówić wydania decyzji w sprawie przyznania pomocy materialnej.

OSZUSTWA PRAWNE

Zawyżanie czesnego w trakcie roku akademickiego, naliczanie kolosalnych odsetek za przekroczenie terminu wpłaty pieniędzy na konto i niejasne zapisy w umowie -tego typu oszustwa są wyjątkowo chętnie stosowane przez niektóre uczelnie. Bo stanowią doskonały sposób na wyciagnięcie dodatkowej kasy. Jak wiadomo, od września 2006 roku w przypadku studiów odpłatnych szkoła wyższa musi zawrzeć ze studentem pisemna umowę. Stosują one w tym celu przygotowane przez siebie wzorce. Problem w tym, że umowy często są tak konstruowane, iż nie gwarantują słuchaczom zwrotu pieniędzy, gdy zechcą np. przerwać studia. Nie określają też, co świadczy uczelnia, a za co płaci student.

Proceder stał się na tyle powszechny, że sprawa zajął się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. I zaczął analizować ogólne warunki umów (statuty, regulaminy, taryfikatory itp.) pod katem tzw. niedozwolonych, czyli niezgodnych z prawem, klauzul. Pod lupę UOKiK trafiło w ubiegłym roku blisko sto uczelni. Jak się okazało, niemal wszystkie stosowały niedozwolone postanowienia w umowach zawieranych ze studentami. Jak to wyglądało?

Doskonale widać to na przykładzie Politechniki Warszawskiej, która jeszcze do niedawna stosowała zakazane klauzule. Czyli, wbrew obowiązkowi, nie zamieściła w umowach informacji o opłatach, jakie student będzie musiał ponieść w trakcie nauki, m.in. za powtarzanie semestru lub roku, za wydanie legitymacji studenckiej, indeksu oraz dyplomu ukończenia studiów, a także duplikatów tych dokumentów. Ponadto wzorzec umowy stosowany przez politechnikę zawierał postanowienia tożsame z uznanymi przez sąd za niedozwolone. Jedno z nich dotyczyło braku zapewnienia studentom możliwości odstąpienia od zawartej umowy w przypadku zmiany wysokości opłat. Uczelnia stosowała także postanowienia umożliwiające wypowiedzenie umowy jedynie na koniec semestru.

A to wykluczało zwrot opłaty semestralnej w przypadku wcześniejszej rezygnacji z nauki. Za te praktyki UOKiK nałożył na Politechnikę Warszawską karę, która wyniosła 53 tys. złotych. Na cenzurowanym UOKiK znalazło się także sześć innych warszawskich uczelni, które -jeśli nie poprawią swoich umów -także mogą zapłacić kary.

JAK POZNAĆ, ŻE KANTUJĄ

Jeśli jesteś studentem studiów niestacjonarnych na uczelni publicznej lub studiujesz w szkole prywatnej, która pobiera czesne -musisz podpisać umowę. Jednak nigdy nie czyń tego pochopnie! Zanim podpiszesz dokument, sprawdź dokładnie, co zawiera. Zwróć uwagę, czy uczelnia nie przyznaje sobie wyłącznego prawa do interpretowania zapisów umowy. Jeśli dokument zawiera sformułowania niejednoznaczne i ogólnikowe (np. "z ważnych przyczyn", "w wyniku nieodpowiedniego zachowania"), poproś o doprecyzowanie. Prawidłowo napisana umowa powinna dokładnie określać zasady odpłatności za studia, w szczególności wysokość i termin uiszczania czesnego oraz innych opłat, m.in. za powtarzanie zajęć z powodu niezadowalających wyników w nauce, za wydanie dokumentów lub ich duplikat. W kontrakcie powinny zostać także jasno opisane sytuacje, w których możliwe jest podwyższenie opłaty za studia -konsument powinien mieć wówczas prawo do wypowiedzenia umowy w każdym czasie. Ponadto przed podpisaniem dokumentu musisz mieć możliwość zapoznania się z programem studiów oraz liczba zajęć. I to bez żadnej łaski.

OSZUSTWA DYDAKTYCZNE

Pozornie idealna sytuacja dla studenta. Dlaczego? Bo najczęściej na kierunku, który jest na bakier ze standardami dydaktycznymi, jest mało zajęć, za to dużo wolnego czasu. Niby fajnie, ale tylko do czasu. A konkretnie do ukończenia nauki, która może się zakończyć nieco szybciej, niż student by sobie życzył.
Tak było w przypadku Filipa Gielecińskiego, który studiował politologię w Szkole Wyższej Warszawskiej. Przez dwa miesiące. Miał zaledwie kilka godzin zajęć tygodniowo. A potem decyzją ministra kierunek zamknięto. Bo nie tylko został utworzony niezgodnie z prawem, ale przy okazji nie spełniał też minimalnych wymogów dydaktycznych. Co to dokładnie oznacza? Na przykład kształcenie na kierunkach studiów bez odpowiednich uprawnień, brak wystarczającej kadry nauczycieli akademickich o odpowiednich kwalifikacjach merytorycznych i formalnych.

Dziś szkoły prywatne zatrudniają blisko 16 tys. wykładowców (często są to dorabiający na drugim etacie pracownicy uczelni państwowych lub emeryci). To oznacza, że na nauczyciela przypada średnio aż 41 studentów -prawie trzykrotnie więcej niż w uczelniach państwowych. Także tam w ostatnich latach liczba studentów przypadających na pracownika wzrosła z 5,5 do 15.

Dlaczego tak się dzieje? Ano dlatego, że skąpi się u nas środków na edukację. Polska ma najniższe w krajach OECD nakłady na kształcenie jednego studenta -niższe o połowę od średniej dla tej grupy krajów. Więc uczelnie kombinują, jak mogą. Niestety, kosztem studentów. Naciągają ich nie tylko szkoły prywatne, ale i uczelnie państwowe. Tego typu postępowanie Najwyższa Izba Kontroli zarzuciła dwa lata temu m.in. Akademii Podlaskiej w Siedlcach, Politechnice Rzeszowskiej oraz Akademii Techniczno-Rolniczej w Bydgoszczy.
Uczelnie nieprawidłowo ustalały opłaty za zajęcia dydaktyczne -niekiedy zawyżały je ponad trzykrotnie. Pracowało też tam zbyt mało wykładowców, którzy i tak byli nadmiernie obciążeni godzinami ponadwymiarowymi. Co więcej, programy na określonych kierunkach studiów przewidywały znacznie mniej zajęć na studiach zaocznych niż na dziennych. Skutek? Student zamiast wartościowego dyplomu otrzymuje za swoje pieniądze niezbyt wartościowy świstek i intelektualna pustkę´.

JAK POZNAĆ, ŻE KANTUJĄ

Co zrobić, jeśli kierunek, na którym akurat studiujesz, zostaje zawieszony? Nie panikuj. Choć to źle świadczy o twojej uczelni, nie oznacza na szczęście, że kończysz naukę. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego uspokaja, że zostaje tylko wstrzymana rekrutacja studentów na zawieszony kierunek. Ci, którzy już na nim są, mogą kontynuować kształcenie w tej uczelni. Najlepiej jednak uniknąć takiej sytuacji. Czyli sprawdzić daną uczelnię przed podjęciem na niej studiów. Jaką ma kadrę akademicką, czy zapewnia należyte warunki kształcenia i czy jej program spełnia wymagania określone w standardach nauczania. Pod żadnym pozorem nie należy się kierować reklamami albo typowo marketingowymi chwytami zachęcającymi do studiowania psychologii... w zarządzaniu. Bo po takim kierunku z pewnością nikt nie uzyska dyplomu psychologa.

Jacek Matwiejczyk

źródło: magazyn studencki "Dlaczego"

 

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.