Od studenckich długów trudno jest uciec

Mija rok od wejście w życie nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym, regulującej miedzy innymi długość czasu, po którym długi związane z kształceniem ulegają przedawnieniu. Wspomniana nowelizacja nie przyniosła bynajmniej dobrych wiadomości dla studentów lub absolwentów, którzy w związku z podjęciem kształcenia nie zapłacili za swoje zobowiązania wobec uczelni, na której studiowali. Co prawda zaciągnięte po pierwszym października 2014 roku zobowiązania ulegają przedawnieniu po trzech latach, lecz za wcześniejsze zobowiązania uczelnie, a właściwie firmy windykacyjne, mogą ścigać obecnie w ciągu aż dziesięciu lat. Jest to krok wstecz, ponieważ przed wejściem w życie nowelizacji na podstawie jednostkowych orzeczeń sądów w sprawach przed nimi rozpatrywanych, czas dziesięciu lat nie przewijał się często. Na ogół sądy postulowały przedawnienie zobowiązań po dwóch lub trzech latach. Co więcej, w noweli znalazł się zapis również o trzyletnim okresie przedawnienia, bez względu na to, kiedy te zobowiązania powstały. Na przeszkodzie w jego stosowaniu stanęła uchwała Sądu Najwyższego, stanowiąca, że byli lub obecni studenci będą odpowiadać za swe długi zaciągnięte przed październikiem ubiegłego roku wciągu dziesięciu lat. Tym samym mamy kilkuletni okres przejściowy, w którym prawo działa na dwa sposoby. Z takiego obrotu rzeczy mogą być zadowolone uczelnie i firmy windykacyjne, zajmujące się na ich zlecenie ściąganiem długów. Kilka dodatkowych lat na odzyskanie opłat za studia to bardziej niż wystarczający czas na realizację takiego zadania. Trzeba dodać, że nie ułatwia to zadania wkroczenia w rynek pracy absolwentom. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. To powiedzenie ma również zastosowanie i w tym przypadku. Z jednej strony studenci zawierający umowy z uczelniami, nie zastanawiali się nad swoimi możliwościami finansowymi, lecz z drugiej strony uczelnie także nie zaprzątały sobie tym głowy. Można założyć, iż czym więcej studentów, tym większe zyski dla danej uczelni. Powodów, dla których długi studentów rosły przez dłuższy czas jest kilka, w tym dość prozaiczne. Studenci po przerwaniu nauki nie kontaktowali się z uczelniami, zakładając, że jeśli przestali uczęszczać na wykłady i przestali płacić za nie, to uczelnia od razu przestała naliczać im kolejne opłaty. Powodem, dla którego tak się działo, mogła być chęć zachowania zniżek dedykowanych dla studentów po okazaniu legitymacji, ale również fakt wyjazdu za granicę. Uczelnie nie mając jednoznacznej deklaracji od studentów, najwyraźniej niechętnie ich relegowały, to nie było w ich interesie.
Niezapłacone zobowiązania na początku kariery zawodowej, utrudniają funkcjonowanie na rynku pracy. Pracodawcy mogą niechętnie podchodzić do pracowników mających kłopoty z sądami i windykacją. Z uwagi na długi czas od zaciągnięcia zobowiązania do rozpoczęcia jego spłaty, dodatkowym balastem mogą okazać się odsetki ustawowe naliczane w takich sytuacjach, a także kwoty dodatkowe wynikające z przedłużającego się procesu windykacyjnego.

Zbigniew Wolski

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.