Uczelnie przeciw plagiatom

Wszystkie prace studentów przedstawione do obrony powinny być zweryfikowane już od obecnego roku akademickiego pod względem samodzielności w ich napisaniu. Podstawą prawną do takiego rozwiązania jest nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym z lipca 2014 roku. Zamysł działania systemu opiera się na Ogólnopolskim Repozytorium Prac Dyplomowych, gdzie trafiać będą wszystkie bieżące prace przedstawiane przez studentów. Docelowo mają tam również trafić prace z lat poprzednich. Do wspomnianego repozytorium prac spływać będą prace z poszczególnych uczelni z pomocą Ośrodka Przetwarzania Informacji. Słabym punktem pomysłu jest brak wskazania jednego oprogramowania do weryfikacji i przesyłania informacji z poszczególnych uczelni. Każda uczelnia może zakupić program jaki chce, co powoduje, że stopień weryfikacji czy praca jest, czy też nie jest plagiatem, także może się różnić. Studenci będą już za kilka miesięcy prezentowali swe prace do obrony i to jest kolejne wyzwanie. Na chwilę obecną tylko niektóre uczelnie zakupiły potrzebne oprogramowanie, a należy dodać, że potrzebny jest czas na jego wdrożenie, testy i co najważniejsze - wprowadzenie do bazy danych co najmniej setek tysięcy różnych prac dyplomowych. Wprowadzanie prac odbywa się ręcznie, co bardzo przedłuża sam proces. Aby skutecznie wprowadzić proces weryfikacji, uczelnie zmieniły bądź zmieniają na chwilę obecną swój regulamin. Chodzi o konieczność poddania każdej pracy dyplomowej weryfikacji programem antyplagiatowym przed przystąpieniem do jej obrony. Uczelnie mają także za zadanie przekazanie swym studentom informacji o systemie weryfikacji i randze autentyczności każdej pracy naukowej. Przed osobami piszącymi na zamówienie takie prace, rysuje się nieciekawa przyszłość, ale sam fakt zlecania komuś napisania własnej pracy licencjackiej lub magisterskiej jest już naganny. W różnych dziedzinach nauki skuteczność weryfikacji zapożyczeń z innych prac będzie się znacznie różnić. Najłatwiej kopiowanie odnaleźć można w pracach opartych jedynie na tekście pisanym. Działanie programów opiera się na badaniu treści pracy pod względem powtarzalności znaków lub wyrazów, więc dłuższe zapożyczenia powinny być łatwo wychwycone. Gorzej sprawa wyglądać ma w pracach technicznych i innych opartych na wyliczeniach oraz wykresach. Dobrze, że resort szkolnictwa dostrzegł wreszcie problem związany z kopiowaniem treści w pracach dyplomowych. Sam proces poddaje pod wątpliwość skuteczność edukacji na uczelniach wyższych. Jeśli osoba kończąca uczelnię nie jest w stanie przygotować w ciągu wielu miesięcy kilkudziesięciu stron badań związanych ze swoją dyscypliną, to być może należy również coś zmienić w samym sposobie kształcenia. Powodów przedstawiania różnych prac naukowych jako własne jest wiele. W pierwszej kolejności wskazałbym fakt, że uczelnie to obecnie w dużej mierze firmy nastawione na zysk. Duża lub bardzo duża liczba studentów oznacza większy przychód, ale trudniej jest wówczas śledzić tworzenie ich prac dyplomowych, promotorzy mając na seminariach tłumy studentów, nie zwracają uwagi na treści zawarte w pracach. Z drugiej strony problemu z powielaniem prac postawiłbym spadek prestiżu posiadania tytułu naukowego. Jeśli taki prestiż kiedyś istniał. Obecnie licencjat lub magisterium to standard i chyba coraz więcej młodych ludzi podchodzi do sprawy po macoszemu.
Zbigniew Wolski

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.