Dzieci z indeksami

Od pewnego czasu uczelnie w Polsce przeżywają kryzys, spowodowany przede wszystkim przez niż demograficzny. Problem coraz mniejszej liczby studentów, dotyczy zwłaszcza uczelni (i kierunków) humanistycznych, które – można odnieść wrażenie – spychane są na margines, choćby dlatego że promuje się głównie politechniki i kierunki zamawiane, dzięki którym student (przynajmniej w założeniu) może mieć pewność, że zdobędzie pracę, a i studia dzięki stypendium przeżyje godnie.
Jednak w tym trudnym czasie, okresie próby dla uniwersytetów, powstają na nich niezwykle interesujące projekty. Uczelnie działają przyszłościowo, wiele z nich zaprasza w swe mury już nie tylko licealistów i gimnazjalistów, ale także młodszych uczniów. Szkoły wyższe oferują różne formy zajęć dla dzieci. Zazwyczaj są to mini-wykłady i specjalnie przygotowane dla dzieci ćwiczenia oraz warsztaty. Na tym tle wyróżnia się Polska Akademia Dzieci, która jest pierwszym na skalę międzynarodową, bezpłatnym uniwersytetem prowadzony przez dzieci. Jest to projekt, w którym to dzieci uczą dzieci. Młodzi naukowcy – mający od 6. do 12 lat –  prowadzą swoje wykłady i przedstawiają własne badania naukowe.
W moim mieście jeszcze żadna szkoła wyższa nie przyłączyła się do akcji Polska Akademia Dzieci. Jednak trzeba przyznać, że Szczecin otworzył się na małych studentów. Świadczy o tym wiele inicjatyw podjętych z myślą o dzieciach, i to zarówno na uczelniach państwowych, jak i prywatnych. Wśród nich jest m.in.: DUTEK, czyli Dziecięcy Uniwersytet Technologiczny, Dziecięcy Uniwersytet Medyczny, Uniwersytet Dziecięcy „Budzik” Collegium Balticum oraz „Mały Poliglota”, inicjatywa Uniwersytetu Szczecińskiego. Chcąc dokładniej przyjrzeć się działalności, jaką podejmują uniwersytety dziecięce odwiedziłam Wydział Filologiczny US, na którym działa „Mały Poliglota”.
Do małych studentów zawitałam na początku marca, podczas pierwszych sobotnich zajęć po przerwie semestralnej. Kiedy, dotarłam na uniwersytet trwały już zajęcia, dlatego by nie przeszkadzać, swe pierwsze kroki skierowałam do koordynatorki Uniwersytetu Dziecięcego, a zarazem doktorantki US, Agnieszki Szlachty. Odpowiedziała mi ona na wszystkie moje pytania i zachęciła do zwiedzenia sal oraz rozmowy z wykładowcami i dziećmi. Podkreśliła przy tym, że pomysłodawczynią pierwszej uczelni dla najmłodszych na Uniwersytecie Szczecińskim jest dziekan Wydziału Filologicznego US, prof. Ewa Komorowska. Ze względu na profil wydziału i osobiste doświadczenie pani dziekan, która jest autorką podręcznika do równoległej nauki języków obcych, organizatorzy postawili przede wszystkim na naukę języków obcych. W tym roku języka angielskiego i rosyjskiego. Natomiast w kolejnych latach – dodaje Szlachta – poszerzymy naszą ofertę o język niemiecki, hiszpański i norweski. – Przygotowując naszą ofertę wyszliśmy z założenia, że we współczesnym świecie znajomość jednego języka obcego to za mało – warto więc już od najmłodszych lat zachęcać dzieci do nauki wielu języków – informuje koordynatorka.
Gdy nastała przerwa, dokładnie obejrzałam uniwersyteckie sale, które zostały przygotowane specjalnie z myślą o małych studentach. Trzeba przyznać, że dzięki kolorowym ścianom sprawiają one wrażenie przytulnych. Posiadają też nowoczesne wyposażenie, oprócz tradycyjnych tablic zainstalowano tablice interaktywne.
Korzystając z pauzy próbowałam porozmawiać z dziećmi (a było to utrudnione, bo znaczna część z nich oblegała uczelniany automat z przekąskami). Chciałam wypytać ich jak się czują na uniwersytecie i które z zajęć najbardziej im się podobają. Wszystkie dzieci zgodnie odpowiadały, że na uczelni im się podoba, bo można się dużo dowiedzieć. Jednak poproszone o konkretne wskazania ulubionych ćwiczeń miały nie lada problem. A gdy po zastanowieniu zaczęły udzielać odpowiedzi, okazało się, że ile dzieci, tyle typów najciekawszych zajęć. Ala wskazała na zajęcia migowe i rosyjski. Wiktoria (lat 12) mówiła, że lubi manufakturę, czyli warsztaty plastyczne. Najczęściej wymieniane były jednak: zajęcia dziennikarskie, ćwiczenia z języka migowego i język rosyjski.
W tym miejscu trzeba wyjaśnić fenomen dwóch z trzech wskazanych zajęć. Otóż, jak poinformowała mnie Agnieszka Szlachta, dzieci na koniec semestru w ramach warsztatów dziennikarskich odwiedziły radio, podczas tej wizyty uczestniczyły w nagraniu audycji. Dodatkową atrakcją była zabawa zaproponowana przez dźwiękowca, który najpierw nagrał dziecięce głosy, a potem począł je ku uciesze najmłodszych przetwarzać. Zainteresowanie językiem rosyjskim można tłumaczyć jego swoistą „nowością”, ponieważ dzieci dopiero od semestru letniego rozpoczęły jego naukę.
Wypada jeszcze dodać, że studentami Uniwersytetu Dziecięcego są uczniowie wszystkich klas szkół podstawowych, czyli dzieci w wieku od 6 do 13 lat. Mimo tego dzieci na uczelni traktowane są jak prawdziwi studenci. – W październiku mali studenci wzięli udział w uroczystej inauguracji roku akademickiego: złożyli uroczyste ślubowanie, wysłuchali studenckiej pieśni Gaudeamus igitur, a także – otrzymali indeksy z rąk prorektora ds. kształcenia US, prof. Jacka Styszyńskiego – mówi Szlachta. Poza tym dodaje: – Po każdych zajęciach (lub cyklu zajęć) uczestnicy otrzymują od prowadzących wpisy do indeksów. Dało się już zauważyć, że dzieci bardzo dbają o indeksy – wiele z nich ma indeksy oprawione w okładki (takie same, z jakich korzystają dorośli żacy). Po ostatnich zajęciach, które prowadziłam, jedno z dzieci podeszło do mnie, aby pochwalić się, że ma… zagiętą trzynastą stronę w indeksie. Na szczęście, aby uzyskać wszystkie zaliczenia. Tak więc, dzięki udziałowi w zajęciach, zapoznają się z całą – szeroko pojętą – kulturą akademicką.
Po tak wyczerpujących odpowiedziach pozostało mi jeszcze zapytać wykładowców jak im się pracuje ze studentami-dziećmi. Jest to tym bardziej interesujące, że wykładowcy na co dzień prowadzą zajęcia z dorosłymi studentami kierunków filologicznych.
Dr Katarzyna Kondzioła-Pich, porównując tradycyjnych studentów z małymi żakami mówiła: – Trzy razy mniej się denerwuję przed zajęciami z dorosłymi studentami niż z dziećmi, bo, po pierwsze, dzieci ciągle zadają pytania, a do tego trzeba je zainteresować. Dlatego są slajdy, kolorowe kredy oraz pacynki Saszka i Iwan Iwanowicz. Dzieci są bardzo chłonne. Nie trzeba ich do niczego zmuszać, z tym, że gdy student dorosły się nudzi na zajęciach, to najwyżej poziewa, natomiast gdy dziecko się znudzi ćwiczeniami, to zniecierpliwione pyta, czy długo jeszcze? Dlatego – konkluduje Kondzioła-Pich – trzeba się bardzo starać.
Podobne odczucia ma doktorantka US, Anna Ochrymowicz, która po raz pierwszy prowadziła swoje zajęcia z języka rosyjskiego, w grupie dzieci najmłodszych, czyli z klas I-III. Zapytana o pierwsze wrażenia, Ochrymowicz mówiła: – Bardzo mi się podoba, bo dzieci są bardzo otwarte, bardzo zainteresowane i bardzo chętnie podejmują zaplanowane przeze mnie ćwiczenia. Najmłodsze dzieci chętnie śpiewają piosenki, cieszą ich też gry. Widzę, jednak potrzebę urozmaicenia zajęć dzieciom starszym. Zauważyłam też, że grupy są już zintegrowane.
Koordynatorka projektu „Mały Poliglota” dopowiadała: – Z własnego doświadczenia mogę również dodać, że trzeba zupełnie inaczej przygotować zajęcia dla młodszych słuchaczy, bo nie mogą one ograniczać się jedynie do siedzenia w ławce. Ważna jest różnorodność i atrakcyjność – lektoraty językowe przeplatane są warsztatami teatralnymi czy plastycznymi, a na większości zajęć są wykorzystywane prezentacje multimedialne, filmy oraz nagrania. Dodała również, że wykładowcy zmierzyli się już z pytaniami o to, jakim kolorem podkreślić ważną informację w zeszycie, czy na zajęciach można zjeść kanapkę albo… czy mogą zabić owada, którego wystraszył się jeden z małych studentów.
Prowadzących zajęcia i organizatorów zaskoczyło wiele sytuacji. Agnieszka Szlachta opowiada: – Moją ulubioną jest wydarzenie z inauguracji roku akademickiego, gdy jedno z dzieci nazwało Rektora ubranego w togę… królem. I zaraz uzupełnia: –Zaskoczyło nas przede wszystkim ogromne zainteresowanie dzieci i ich zapał do uczenia się nowych rzeczy. Wiele razy spotkaliśmy się z prośbami o to, aby – zamiast wypuścić małych studentów na przerwę – zrobić nieco dłuższe zajęcia. W przypadku dorosłych studentów raczej się to nie zdarza.
Największym zaskoczeniem było jednak zainteresowanie projektem „Mały Poliglota”. Agnieszka Szlachta, koordynatorka Uniwersytetu Dziecięcego na US mówi. –Zainteresowanie przeszło nasze oczekiwania – lista studentów zapełniła się zaledwie w ciągu dwóch tygodni, a limit przyjęć został zwiększony o dwadzieścioro uczestników. I chociaż dopiero rozpoczął się drugi semestr, już teraz otrzymujemy zapytania o zapisy na kolejny rok zajęć dla najmłodszych! Wszystkich zainteresowanych zapraszam do zaglądania na naszą stronę internetową www.malypoliglota.wf.univ.szczecin.pl. (Ze wskazanej strony pochodzi również zdjęcie, które zamieszczam przy artykule, zachęcam więc także do obejrzenia galerii zdjęć na: http://www.malypoliglota.univ.szczecin.pl/galeriazdjec i serdecznie dziękuję organizatorom „Małego Poligloty” za jego udostępnienie).
Podsumowując, trzeba zaznaczyć, że podjęta z myślą o dzieciach inicjatywa Uniwersytetu Szczecińskiego daje obopólne korzyści. Pożytkiem, jaki uzyskują najmłodsi jest oczywiście poszerzenie dotychczasowej wiedzy, i to pod okiem kadry akademickiej. Zysk ma także uczelnia, która oprócz doraźnych korzyści materialnych (zasilenia budżetu), liczy na długofalowy sukces instytucjonalny. Zajęcia z dziećmi w ramach projektu „Mały Poliglota” mają bowiem za zadanie wytworzyć w małych studentach poczucie przynależności do społeczności US, zbudować autorytet uczelni i sprawić, by dzisiejsi mali żacy wrócili do akademików, gdy dorosną. Warto jeszcze zauważyć, że obecność dzieci na uniwersytecie sprawia, że wykładowcy również muszą dokonać rewizji własnych przyzwyczajeń oraz utartych edukacyjnych ścieżek na rzecz kreacyjności i większej elastyczności w prowadzeniu zajęć. Wydaje się, że zdobyte podczas warsztatów i ćwiczeń z dziećmi wiedza i umiejętności okażą się przydatne w ich dalszej pracy.
Monika Olkowska

Dział: 

Komentarze

Wysłane przez Karolina21 (niezweryfikowany) w
Moim zdaniem jest świetny pomysł. Przynajmniej dzieciaki uczą się czegoś, a nie siedzą cały czas przed komputerem grając w ogłupiające gry.

Wysłane przez Paula (niezweryfikowany) w
Zgadzam się z Karoliną21, to jest rewelacyjny pomysł, który powinien być rozpowszechniany na innych uczelniach. Bardzo żałuję, że ja nie miałam takiej możliwości :(

Wysłane przez Liefonteceina (niezweryfikowany) w
new york state health insurance department <a href=http://www.zotero.org/buymethadone/>cheap methadone</a> kaiser group health insurance

Wysłane przez ryhpwbedhc (niezweryfikowany) w
gvujituvejb, <a href="http://www.gjoqjhqnyp.com/">upqquzonhf</a> , [url=http://www.yxtxpbelaq.com/]ursdhkigxk[/url], http://www.qvtmkclxql.com/ upqquzonhf

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.