Trzeba było zostać raperem

Jeżeli złapałabym złotą rybkę albo dżina, to poprosiłabym go, żeby zrobił ze mnie polityka, ale broń Boże rapera, bo lepiej mieć dietę niż być na diecie.

Mam jedno życzenie. Chciałabym zostać kimś ważnym i docenianym. Bycie kimś „poważnym” to zapewne fajna sprawa. Kiedy jest się na przykład takim radnym, to siedzi się wygodnie w fotelu i debatuje. Miałabym lepsze zarobki od szarego Kowalskiego, nauczyciele patrzyliby na moje dziecko przychylniej w szkole, bo wystarczy, że szepnęłabym jedno słowo i w placówce mogłoby być lepiej. Nie nazwałabym tego tzw. kolesiostwem, a umiejętnością radzenia sobie w życiu. Ale raperzy swoje wiedzą i nie dają za wygraną, podkreślając w tych swoich pioseneczkach, że w Polsce wszędzie liczą się tyko układziki. No i taki jeden z drugim woli siedzieć pod blokiem na ławeczce, popijając browar i kwękać, że w tym kraju nie ma pracy, której przecież jest pełno. Niech Pan raper i Pani raperka podejmą zatrudnienie w markecie, a nowe obowiązki wybiją im z głowy farmazony, którymi karmią Bogu ducha winną młodzież. Zdecydowanie lepiej zostać radną, wozić się wygodnym samochodem, nie przejmować się cenami paliwa ani żywności. Mogłabym utrzymać rodzinę, mieszkając w domku stylizowanym na wiejską chatkę, a co najważniejsze swoją autentycznością podbiłabym serca młodych osób, znudzonych ciągłymi żalami nudnych pseudoartystów.

Jednak czy nie wymagam od siebie za mało? Przecież stać mnie na więcej! Pragnę być politykiem, ale takim wysoko postawionym, na przykład prezesem jakiegoś prawicowego ugrupowania. No to dopiero byłoby życie, może nie jak w Madrycie, ale mieszkałabym w funkcjonalnym lokum w stolicy. Moje dziecko chodziłoby do renomowanej szkoły, a ja spełniałabym się w misji pomocy ludziom. Jednak zanim zaczęłabym wyciągać pomocną dłoń do warszawskiej biedoty, musiałabym zadbać o swój wygląd i koniecznie odwiedzić jeden z najlepszych salonów urody, aby wykonać niezbędne zabiegi kosmetyczne. Usługa oczywiście poszłaby na koszt podatników, bo to przecież dla nich chcę wyglądać lepiej, prawda? No i w końcu nadejdzie moment długo wyczekiwany. Wyperfumowana wskoczę w idealnie skrojony garnitur. Prywatny fryzjer ułoży mi skromną fryzurę, a znajoma kosmetyczka zrobi mi zjawiskowy makijaż. Kiedy dopnę ostatni guzik w marynarce, wejdę na sale sejmową. Wezmę udział w wielkim posiedzeniu i powalę zgromadzonych przemową ułożoną przez mojego podwładnego. Będę krzyczeć, że wszyscy jesteśmy równi. Zapewniać, że partia, której przewodniczę wyjdzie naprzeciw wszelkim problemom, które mogą się pojawić. Przecież w naszym kraju, nie ma żadnych problemów, bo Polska to kraina miodem i mlekiem płynąca. Nie zawahałabym się ani przez moment, mówiąc o swoich racjach, jak raper, który nawija w kółko to samo o tym samym, wmawiając wszystkim dookoła, że nic się nie zmienia.

Wszystko zależy od punktu siedzenia, co okazałoby się smutną prawdą za kilkanaście lat, bo pewnie warując za kratkami przez swoje drobne interesy na boku, zastanawiałabym się, gdzie ta równość. No cóż trzeba było zostać newschoolowym raperem…. przynajmniej miałabym drogie samochody, pieniądze i aspiracje. Oni to dopiero mogą zdziałać cuda…

Autor: 
Izabela Chmiel

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.