Studia prawnicze a rzeczywistość

Trzy fakty o studiowaniu prawa, które chciałabym znać, zanim się na nie zdecydowałam.

Wyniki opóźnionych w tym roku egzaminów maturalnych zostaną już niedługo, bo 11. sierpnia, podane do wiadomości. Tysiące młodych Polaków stanie znów przed dylematem, na jaki kierunek studiów się zdecydować. Cztery lata wcześniej sama dokonywałam tego wyboru. W moim przypadku padło na prawo – czyli według danych GUS z roku akademickiego 2018/2019 jeden z trzech najpopularniejszych kierunków studiów nad Wisłą. Studenci prawa, biznesu lub administracji stanowili wtedy aż 22% wszystkich uczęszczających na wyższe uczelnie.

Dzisiaj mogę szczerze przyznać, że wybór ten nie był wolny od związanych ze studiami stereotypów. Wielu maturzystów słyszało zapewne od swoich krewnych twierdzenia podobne do tego: „na psychologię wybierają się tylko ci, którzy mają problemy sami ze sobą”. O studentach prawa (a właściwie o ich rzekomo ogromnym ego) krążą w Internecie setki memów. Rok temu na popularnej platformie wykop.pl trendował nawet tag #bekazestudentówprawa. Doktorzy Marta Koszyc i Sławomir Świtała z Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu przeprowadzili badania obrazujące jak na postrzeganie osobowości jednostki wpływa sam fakt posiadania legitymacji studenckiej na konkretnej uczelni. Wnioski ukazały, że studentów AWF postrzega się jako dużo bardziej ekstrawertycznych i otwartych na nowe doświadczenia niż studentów Politechniki Wrocławskiej, co jakże często może być nie tylko mylne, ale i krzywdzące.

A jednak to takimi domniemaniami zmuszeni są często kierować się młodzi ludzie upatrujący swojego powołania poza utartymi w rodzinie ścieżkami kariery. Pomysł na ten artykuł powstał, gdy wspominałam swoją sytuację sprzed pierwszego wyśpiewania hymnu „Gaudeamus Igitur”. Nie będzie to tekst o tym, czy warto studiować prawo, lecz o czynnikach, które warto przy takim wyborze rozważyć. Oto zatem 3 fakty o studiowaniu prawa, które chciałabym znać, zanim się na nie zdecydowałam.

Prawo to wieloletnia inwestycja

Studia prawnicze postrzegane są często jako zabezpieczenie majątkowe. Kojarzą się z większą pewnością zatrudnienia w zawodzie oraz obietnicą wysokich zarobków. Częstą poradą dla wykazujących humanistyczne zdolności nastolatków, którzy nie mają jeszcze pomysłu na siebie, jest propozycja ukończenia studiów prawniczych niejako „przy okazji” rozeznawania swojej drogi. Stwierdzenie, że droga do każdego sukcesu jest w rzeczywistości mozolna i wyboista będzie banalnym truizmem. Chciałabym jednak naszkicować tutaj szlak zmagań młodego prawnika, by ukazać jak odrealnione jest opisane powyżej podejście.

Studia prawnicze to jedne z nielicznych obecnie w Polsce studiów jednolitych, trwają zatem 5 lat i kończą się obroną pracy magisterskiej. Kiedy większość znajomych rówieśników może już pochwalić się dyplomem licencjata, studenci prawa wciąż wpisują do ankiet „wykształcenie średnie”, a często ich największą motywacją, by dopiąć sprawę do końca jest świadomość, jak wiele miesięcy już jej poświęcili. 

Zdobyty po pięciu latach dyplom nie daje jednak uprawnień do wykonywania klasycznych prawniczych zawodów i reprezentowania strony jako pełnomocnik. Zdobywa się je dopiero ukończywszy aplikację. Większość z nich, w tym najpopularniejsze (radcowska, adwokacka, prokuratorska) trwają kolejne 3 lata i są płatne. W 2020 roku za rok wyżej wspomnianych aplikacji należało zapłacić 5850 zł. Opłatą (w 2020 roku wynoszącą 1300 zł) obciążony jest także sam egzamin wstępny na aplikację. Pod uwagę należy wziąć także czas potrzebny na wytworzenie swojej marki osobistej i renomy jako pełnomocnika.

Tylko od Ciebie zależy, jak bardzo będziesz się nudzić

Dla osób z zewnątrz studia prawnicze kojarzą się niemal jedynie z wkuwaniem na pamięć przepisów. Jeżeli przyjrzymy się grubości niektórych kodeksów i zagmatwanemu językowi, jakim są napisane, wizja ta zdaje się naprawdę przerażająca. Rzeczywiście, znajomość ustaw jest najczęściej sprawdzana na egzaminach podczas sesji, nawet jeżeli same zajęcia opierały się bardziej na praktycznych rozważaniach. Nie oznacza to jednak, że student prawa zamyka się na 5 lat w gąszczu paragrafów, a jedyne co mu po tym zostaje to wada kręgosłupa. Wiele osób może być zaskoczonych ilością wolnego czasu, która znajdzie się w tygodniu studenta prawa. Czas ten trzeba jednak umieć efektywnie spożytkować.

Na uczelni z pewnością będzie nudzić się osoba, która odwiedza ją tylko w czasie zajęć obowiązkowych. Ważne jest, by zorientować się, co ciekawego dzieje się w naszym otoczeniu, poznać koła naukowe, uczestniczyć w symulacjach rozpraw, przejrzeć ofertę uczelnianych aktywności dodatkowych. Z prawem wiążą się rozmaite interdyscyplinarne zagadnienia i dziedziny nauki jak np. kryminalistyka, w której niejeden student prawa dostrzegł swoją pasję. Niejeden także odnalazł swoje miejsce w ELSA – Europejskim Stowarzyszeniu Studentów Prawa. Dynamicznie działając w lokalnych grupach, organizuje ono wiele wartościowych spotkań, konferencji i szkoleń.

Nie tylko warto, ale wręcz należy, odbywać praktyki. Choć zniechęcać może fakt, że owe poszukiwania doświadczenia zawodowego przeprowadza się na własną rękę, możliwości są łatwo dostępne i różnorodne: od ofert kancelarii prawniczych i porozumień zawieranych przez uczelnię z instytucjami państwowymi po działalność w Uniwersyteckich Poradniach Prawnych, gdzie studenci prawa, pod merytorycznym nadzorem pracowników naukowych, udzielają nieodpłatnych porad prawnych osobom ubogim.

Oczywiście o zaplanowanym na koniec semestru egzaminie i czekającym na półce kodeksie nie można zapomnieć. Jednak przygoda z prawem na czytaniu przepisów się nie kończy, a właściwie dopiero zaczyna.

Najpopularniejszy stresor rzadko jest naprawdę straszny

Na świecie istnieją dwa miejsca, w których wypada opowiadać mrożące krew w żyłach historie: ogniska na polach campingowych i korytarze wydziałów prawa. Studenci uwielbiają straszyć się nawzajem opowieściami o kapryśnych profesorach, niemożliwych do przejścia egzaminach i astronomicznych cenach za powtarzanie przedmiotu. Możnaby nawet uznać taką modę za zabawną, gdyby nie fakt, że może skutkować u wielu wrażliwszych osób długotrwałym destrukcyjnym stresem. Moje własne wspomnienia z sesji dałoby się zamknąć w dwóch wrażeniach zmysłowych: szmerze nerwowych chichotów i zapachu przepoconych marynarek.

Jedną z najważniejszych rzeczy jakie młody człowiek może nauczyć się na studiach prawniczych, jest weryfikacja upiornych plotek i nie poddawanie się zbiorowej panice. Choć znajdujące się w tych legendach ziarno prawdy, widać czasami w statystykach zdawalności, do uniknięcia nieprzyjemności wystarczy w większości przypadków zwyczajna, sumienna nauka. Jeżeli zaś zdarzy się nam potknięcie, musimy pamiętać o tym, że niezdany egzamin nie przekreśla całej kariery a za pięć lat nikogo nawet nie zainteresuje. 

Te trzy rzeczy trzeba moim zdaniem przemyśleć, jeżeli planuje się studiowanie prawa lub weryfikuje podjęty już wybór. Uczciwie ważąc swoje priorytety, ale także ze spokojem. W końcu w życiu nie istnieją ślepe zaułki.

 

Autor: 
Anna Świtała
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
5 + 0 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.