Dyplom magistra w Polsce staje się coraz mnie

Wykształcenie było zawsze cenione i stanowiło wartość samą w sobie. Ambicja posiadania dyplomu wyższej uczelni wśród młodych ludzi jest ogromna,coraz częściej jednak nie przekłada się ona na poziom wiedzy i wyedukowania żaka.

Niedawno światło dzienne ujrzał najnowszy raport Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) „Education at a Glance 2014”. Sprawozdanie miało porównać systemy kształcenia w 34 państwach należących do organizacji. Z raportu wynika, że polska młodzież mierzy bardzo wysoko: aż 53 proc. zapytanych o to, jak widzi swoją ścieżkę edukacyjną, odpowiedziało, że ich wykształcenie zakończy się dyplomem uniwersyteckim. Należymy do absolutnej czołówki – ambitniejsza od nas jest jedynie Islandia i Nowa Zelandia, a sama średnia OCD to 38% młodych chcących skończyć studia.

Autorzy opracowania informują, że Polska należy do państw, w których doszło do największego skoku edukacyjnego. Liczba osób z wykształceniem wyższym wzrosła od 2000 r. z 11 proc. do 25 proc. To lokuje nas w pierwszej piątce z najwyższym wzrostem. Uplasowaliśmy się też na drugim miejscu w OECD wśród państw, w których był aż tak widoczny skok generacyjny: w pokoleniu 25–34-latków jest o 28 proc. osób lepiej wykształconych niż w pokoleniu ich rodziców. I znowu pod tym względem wyprzedza nas tylko Korea, gdzie wzrost ten był jeszcze wyższy (ponad 50 proc.).

Choć mamy jeden z najwyższych w Europie odsetków młodych z wyższym wykształceniem, wcale nie świadczy to, że edukacyjny boom zaowocował falą społecznych awansów. Dzieci w Polsce zdobywają wprawdzie lepsze wykształcenie niż ich rodzice, ale i tak zazwyczaj dziedziczą ich status. O awans społeczny dziś bardzo trudno.

Oczywiście prawdą jest, że jednym z najważniejszych elementów awansu społecznego jest awans finansowy, dlatego też obserwujemy tak duże zainteresowanie studiami. Do tego dochodzi presja ze strony rodziców. Szkoda, kiedyś wyższe wykształcenie pozwalało rozwijać horyzonty, otwierało furtkę do rozwoju intelektualnego. Dziś dyplom szkoły wyższej jest wyjątkowo powszechny. I niewiele wart. Od czasów transformacji systemowej w Polsce w latach 90. Przybyło nam setki nowych placówek i tysiące bezrobotnych legitymujących się tytułem magistra.

 

Magister magistrowi nierówny

- Mam kolegę, który jako 25 latek robił maturę bo go matka naciskała. I poszedł na "studia". Bo to głupio dzisiaj bez magistra- tak mi powiedział. A jak wyglądały jego egzaminy podczas jego sesji? Mniej więcej tak jak klasówki pisane w liceum. Ja na studiach musiałam przebrnąć nie raz przez tony materiałów, a on do całej sesji miał skrypt opiewający na 50 stron! – pisze jeden z członków studenckiego forum internetowego. Ustawa z 12 września 1990 r. otworzyła wiele pozamykanych wcześniej drzwi dla systemu oświaty. Na przykład umożliwiła tworzenie niepaństwowych szkół wyższych. Uczelnie uzyskały też autonomię i wolność programową w kształtowaniu kierunków studiów. Skutkiem tego jest wciąż ogromna liczba placówek niepublicznych o bardzo różnym, na ogół niskim poziomie nauczania.

Dzięki temu, że studiować może każdy, szkoły wyprodukowały tysiące absolwentów. Zdobyte wykształcenie nie przekłada się na lepsze warunki pracy, wyższe wykształcenie mocno zdewaluowało. Jeszcze 20–30 lat temu posiadanie dyplomu automatycznie podnosiło status społeczny. Obecnie jest równie powszechne jak wówczas wykształcenie średnie i praktycznie często wystarcza tylko do wykonywania zawodów wymagających takich kompetencji. W przypadku tytułu magistra jeszcze nie jest tak źle, ale już licencjat, ma na rynku pracy wartość mniej więcej taką samą jak przed laty matura. Wyraźnie widać, że następuje dziedziczenie statusu rodziców.

Problemem stały się także wcześniej już wspomniane prywatne uczelnie. To samo wyszkształcenie może świadczyć o przeróżnych kompetencjach danej osoby. Wiele szkół kształci bez uprawnień, wymaganej kadry czy zgodnego z przepisami programu studiów. Ostatnio nagłośniona była sprawa Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu, która przyjmowała na studia bez matury. Niektórym chodzi tylko o zdobycie dyplomu. - Nie wybaczyłabym sobie, gdyby okazja awansu przeleciała mi koło nosa, bo nie mam wykształcenia wyższego. Lepiej studiować niż na wstępie samodzielnego życia zamykać sobie drzwi. – mówi Magda z Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Turystycznej w Szczecinie. W takich przypadkach często okazuje się, że absolwent ma ubogą wiedzę na dany temat, czasem wręcz niekompetentną.

Studentom, którym zależy na zdobyciu wiedzy, nie tylko dyplomu, zaleca się ostrożność w wyborze uczelni. Przed podjęciem ostatecznej decyzji dobrze sprawdzić, czy to, czym chwali się szkoła wyższa, ma pokrycie w rzeczywistości. Zdarza się,że uczelnie celowo wprowadzają w błąd kandydatów na studia. Dopiero w trakcie kształcenia studenci orientują się, że szkoła co innego obiecywała, a co innego realizuje. Niektóre uczelnie starają się budować swój prestiż na profesorskich autorytetach w danej dziedzinie. Sugerują, że studenci będą mieli z nimi zajęcia. Zdarza się jednak, że są to tylko goście, którzy może poprowadzą jeden wykład. Czym więc kierować się w doborze szkoły wyższej? Kandydatom pomoże portal przygotowany przez MNiSW – WybierzStudia.pl. Przy każdym z oferowanych przez szkoły kierunku studiów znajdzie się ocena Polskiej Komisji Akredytacyjnej.

 

Autor: 
Kamila Załęgowska

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
9 + 1 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.