Korpo jeszcze przed 20-stką czyli studenckie koła naukowe od podszewki

O tym, że młodość rządzi się własnymi prawami pisano już niejednokrotnie. Mimo, że zachwyty Mickiewicza nad wiekiem młodzieńczym w Odzie do młodości czytane w dusznych czterech ścianach szkolnych salach wydawały się mocno na wyrost, nie można odmówić wieszczowi racji. Zachowanie studentów często wydaje się idealnie pasować do opisu z klasyka polskiej literatury. Bez względu na ilość egzaminów i kolokwiów w piątkowy wieczór zawsze znajdą się 2 godzinki na szybki wypad na kluby. Tym, którzy dalej będą narzekać na nadmiar czasu i energii ulgę przyniesie szeroki wybór organizacji studenckich co roku zasilający swoje szeregi świeżą (i dość jeszcze naiwną) krwią. 

 

Połknąć haczyk

W wypadku Politechniki Warszawskiej, ambitni pierwszoroczni w poszukiwaniu swojej drogi zwykle trafiają na “Konik”, czyli Targi Kół Naukowych i Organizacji Studenckich. Walcząc z oczopląsem i wolno przemieszczającym się tłumem, błądzą między stoiskami, kuszeni przez kolorowe ulotki, przyjazne uśmiechy i darmowe cukierki (cukierki pyszna rzecz!). Lista korzyści jest zaskakująco długa. Poza nowym towarzystwem, ciekawymi projektami i lepszym poznaniem kadry akademickiej, niektóre koła oferują swoim członkom obniżoną opłatę za ewentualne powtarzanie przedmiotu. Wyjątkowo zachęcająco brzmi również obietnicą dotyczącą przyszłego CV, które dzięki wzbogaceniu o aktywność dodatkową stanie się bez porównania atrakcyjniejsze dla potencjalnego pracodawcy. Zainteresowani?

 

Przerost formy nad treścią?

Pierwsze spotkanie organizacyjne zwykle pozwala potwierdzić lub skorygować początkowe wrażenie. Po głębszym przedstawieniu swojej działalności, część stowarzyszeń rzeczywiście prezentuje się jako miła forma rozwijania zainteresowań i niezbyt wymagającej czasowo rozrywki. Pozostałe okazują się być zaskakująco rygorystycznie zorganizowane. Członkostwo uzyskuje się po rocznym okresie próbnym, na cotygodniowych spotkaniach obowiązuje lista obecności lub spisywanie sprawozdania. Momentami konkrety i meritum zebrania niemal giną w formalnościach administracyjnych. Gdyby nie brak dress code, przeszklonych biur i nieodłącznego “Tak, panie prezesie” można by się pokusić o luźne skojarzenia z korporacją. Po zakończeniu towarzyszy nam ciche zdezorientowanie wywołane mieszanką nadmiaru profesjonalizmu i jego zupełnego braku, które prowadzi do pytania “ Ile z tego było naprawdę konieczne?”.

 

Bo jak nie my, to kto

Pocieszenie przynosi świadomość szerokiego wyboru. W kołach studenckich możemy swobodnie przebierać, tym bardziej, że wiele nie ogranicza się do rekrutacji tylko na jednej uczelni. Największe rozczarowanie budzi sytuacja, kiedy obszar działalności nam odpowiada, ale sposób organizacji wręcz przeciwnie. Jednak ludzi do krytyki zawsze znajdzie się wielu, a rzetelnie pracuje tylko garstka. Warto wziąć pod uwagę, że działalność w kołach naukowych rozwija w nas nie tylko pasję, ale również tzw. umiejętności miękkie i interpersonalne. Być może nie zaważą one o przyjęciu do pracy, jednak z pewnością ułatwią nam porozumienie z współpracownikami, którzy często przejawiają nadzwyczajny talent do grania nam na nerwach. Niewątpliwym plusem jest możliwość zrezygnowania z danej organizacji w dowolnym momencie (bez wypowiedzenia z dwutygodniowym wyprzedzeniem i nadszarpnięcia budżetu domowego), więc dlaczego by nie spróbować?

Autor: 
AMB

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
3 + 1 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.